. .

Jak kupować :

Na adres e-mail

wa.wlad@gmail.com

wyślij :

- tytuł przedmiotu
- ilość
- adres pocztowy na który zostanie wysłana paczka.

Nowość! Sklep

Zapraszamy do e-sklepie, kliknij w link: SKLEP

Statystyki – osoby

Przeglądających stronę: 1

Ostatnie 24h: 7

Dzisiaj: 7

Wczoraj: 4

Ostatnie 7 dni: 33

Ostatnie 30 dni: 158

Wszystkich: 20233

Życie ze sztuką splecione – recenzja


Jerzy Duda

Zamiast recenzji

Należy pozazdrościć autorowi oraz wydawcy książki pt. „Życie ze sztuką splecione”
odwagi. Umieszczenie na okładce, obwolucie i jeszcze na grzbiecie książki, nie jednej ale całej rodziny biedronek, może mieć wpływ, na zainteresowanie- lub jego brak – książką. Dla jednych, którym w życiu bliski był wieszcz Ildefons Gałczyński, boża krówka może się kojarzyć z owadem który „ Pachnie (toto) jak dno beczki, jakieś nóżki, jakieś kropeczki – ohyda” . A więc branie czegoś takiego do ręki, a tym bardzie posiadanie, wymaga pohamowania wstrętu. Dla innych zaś, wykształconych czy domorosłych entomologów, boża krówka zasługuje na uznanie z powodu jej powszechności występowania oraz pożyteczności w zwalczaniu szkodników, głównie mszyc. Książka może zatem służyć do odstraszania domowych mszyc i zachęcić potencjalnego nabywcę od wysupłania niezbędnej kwoty do jej zakupu.

Opanowawszy pierwsze reakcję na widok biedronek na książce proponował bym zwrócenie baczniejszej uwagi na nazwisko autora, który – jak się okazuje – występuje pod własnym nazwiskiem i stara się niczego nie ukrywać, o czym można przekonać się z lektury książki – albumu. I w tym miejscu trzeba oddać honory zarówno autorowi jak i wydawcy, że książka w formacie i objętości porównywana z foliałem, jest zapisana jedynie w skromnej jej części, a pozostała część – ta obszerniejsza – wypełniona jest obrazkami. Ma to zasadnicze znaczenie dla obrotu książką, bowiem reklamować można obrazki z którymi zawsze da się coś zrobić, natomiast w przypadku książki zawierającej 391 stron tekstu , nie da się zrobić nic – poza jego przeczytaniem. Wobec czego taka książka mogła by być adresowana jedynie dla wytrwałych Czytelników. Ze względu na korzystną strukturę książki z właściwą proporcją tekstu i obrazków, książka warta jest posiadania.

Autor, przedstawia się na okładce jako młodzieniec z wąsem w słomkowym kapeluszu a la Maurice Chevalier odziany w kolorową koszulkę modną kiedyś na wyspach leżących na morzach południowych. Autoportret, jak przystało na malarza, sygnowany /nazwisko wpisane na koszulce/ intryguje, a powaga modela bijąca z twarzy oraz wzrok utkwiony w przestrzeń zachęca do przewrócenia kart książki. Otwieramy ją, przerzucamy kilkanaście stron i ze zdziwieniem stwierdzamy, że jesteśmy w Krakowie połowy lat pięćdziesiątych. Autor książki przypomina kultowe miejsca, w tym „Piwnicę pod Baranami”, „Akademię Sztuk Plastycznych” oraz nazwiska ludzi których trudno zapomnieć, żeby wymienić tylko niektóre: Wiesław Dymny, Piotr Skrzynecki, Krzysztof Litwin, Tadeusz Kantor . I tylko w tym kontekście trzeba wymienić nazwisko autora książki. Jest nim Kazimierz Wiśniak, którego Pan Bóg obdarzył wieloma talentami, a on pomnożył je wysiłkiem wielkim i pracą – czasami nadludzką – zaskarbiając sobie szacunek i sławę oraz zdobywając przyjaciół i wielbicieli jak Polska długa i szeroka, a nawet życzliwość wielkich świata artystycznego z dalszych stron. Na stu ośmiu stronach tekstu, z wieloma unikatowymi fotografiami, Czytelnik znajdzie biograficzną opowieść, spisywaną kiedyś przez Autora na karteczkach kratkowanego papieru, kartkach pocztowych, zeszytach w linie i na stronach szkicowników. Barwne opisy podróży po Europie, wyjazdów profesjonalnych do teatrów, relacje ze spotkań z reżyserami, z wielkimi artystami przeplatane są zwierzeniami, także tymi najskrytszymi dotyczącymi zdrowia i przeżyć wewnętrznych. Zapisane bruliony, karteluszki, świstki papieru z dawnych lat, z notatkami i urywkami zdań posłużyły do przedstawienia osobowości nietuzinkowej, artysty o skromności sięgającej bruku, twórcy o dziełach łatwo rozpoznawalnych. To wszystko napisane prostym, i tym piękniejszym, językiem, przy pomocy którego autor czaruje i zamyka Czytelnika w kokonie przedstawianego świata, nie pozwalając oderwać się od czytanego tekstu.

Dalsza część książki zawiera rysunki i inne dzieła artystyczne . Trzeba wiedzieć, że budowa książki podporządkowana jest także biedronce, czyli Coccinella Septempunctata, a więc owadowi o siedmiu kropkach. Dlatego jest siedem rozdziałów merytorycznych książki. Te siedem części – pomijając wspomniany tekst biograficzny – to : Ilustracje; Portrety; Scenografia; Plakaty; Malarstwo; Varia. Kolejność umieszczenia ich w książce jest nieprzypadkowa, stanowi bowiem zapis rozwoju artystycznego autora i kolejnych etapów zarówno zainteresowań jak i poszukiwania najwłaściwszej formy artystycznej wypowiedzi. Na szczególną uwagę zasługują części pierwsza i ostatnia. Ilustracje i Varia odsłaniają dusze artysty, Jego życzliwy stosunek do ludzi i świata – także świata książki – bezpośredniość w kontaktach międzyludzkich, poczucie humoru i łatwość artystycznej wypowiedzi na wiele tematów i w różnych formach artystycznych. Część pierwsza jest poza tym zapisem historycznym , rejestracją prac Autora, do których sięgnąć mogą tylko wybrani bowiem rysunki pochodzą z najstarszych numerów „Przekroju”, a także periodyków dzisiaj trudno dostępnych.

W pozostałych częściach ilustracyjnych książki znalazły się dzieła zaświadczające o profesjonalizmie Kazimierza Wiśniaka zarówno w sztuce scenografii, której jest mistrzem nad mistrze, jak i w malarstwie, w którym stworzył swój własny niepowtarzalny styl baśniowo – kpiarski. Karty wymienionych części ogląda się z wielką przyjemnością wracając niejednokrotnie do poszczególnych reprodukcji, w poszukiwaniu szczegółów i odkrywając nowe skojarzenia. Bo taki jest Autor dzieł, trochę przekorny, nieco tajemniczy, patrzący na świat i ludzi z życzliwością , którą wielu odwdzięcza, ale również pełen troski o te kawałki świata w którym przyszło mu żyć, o krakowski Salwator, o Lanckoronę.

Jeśli chce się mieć pod ręką coś na smutek, nostalgię, na spleen i ukojenie nerwów, co poprawi człowiekowi humor rano i wieczorem, to nie łatwo znaleźć coś lepszego od książki „Życie ze sztuką splecione” Kazimierza Wiśniaka” wydaną przez Jego przyjaciela i kompana Władysława Andreasika w wydawnictwie Vandre. Można, a nawet trzeba mieć pod ręką, artystę i Jego dzieła, że tylko w reprodukcjach, ale i te świetnie oddane przez zasłużoną drukarnię przyjaciół Słowaków w Krakowie spełnią swoją rolę – przynajmniej w danej chwili. I tego licznym właścicielom książki życzę.

Dodaj komentarz